List nauczycielki klas 1–3 · 3 minuty czytania
Ministerstwo zapytało 7500 nauczycieli, co zakaz prac domowych zrobił dzieciom. 84,9% nauczycieli klas 1–3 odpowiedziało to samo. Oto co robię zamiast tego.
W wakacje zeszłego roku dostałam ankietę z ministerstwa. Jedno z pytań brzmiało: czy zmiany w zadawaniu prac domowych są korzystne dla uczniów?
Zaznaczyłam „nie”. Wypełniło ją ponad 7500 nauczycieli i dyrektorów z 2081 szkół. Raport ma dwieście stron i jedną liczbę, przy której się zatrzymałam.
84,9% nauczycieli klas 1–3 odpowiedziało to samo co ja.
Osiemdziesiąt cztery i dziewięć dziesiątych.
Spróbuj sobie wyobrazić grupę ludzi, w której 85 procent zgadza się w czymkolwiek. W moim pokoju nauczycielskim jest nas dziewiętnaścioro i nie mamy 85 procent zgody co do tego, czy okno ma być otwarte. Ani co do tego, kto zostawia kubki w zlewie.
A tu siedem i pół tysiąca obcych sobie ludzi dostało jedno pytanie i prawie wszyscy napisali to samo: to nie jest dobre dla dzieci. Mniej niż jeden nauczyciel na dziesięciu uznał, że zmiana wyszła dzieciom na dobre. W każdej ankiecie na świecie jest dziesięć procent, które zaznacza cokolwiek.
20 sierpnia minister podpisała nowe rozporządzenie. Od 1 września klasy 4–8 dostały coś z powrotem: nauczyciel może wziąć pod uwagę systematyczność przy ocenie rocznej.
Klasy 1–3 nie dostały nic. U nas zakaz stoi i stać będzie.
Nie piszę tego po to, żeby prace domowe wróciły. Nie wrócą. Piszę, bo razem z nimi zniknęło coś, czego nikt nie nazwał po imieniu.
Ta sama mama, dwoje dzieci, dwa różne światy
Magda ma dwoje dzieci. Zosia, starsza, jest dziś w szóstej klasie. Całe klasy 1–3 przeszła jeszcze z zadaniami domowymi. Franek, młodszy, jest u mnie w klasie. Zadania domowego nie dostał ani razu w życiu.
W październiku zeszłego roku Magda zatrzymała mnie na korytarzu i zadała pytanie nie o syna, tylko o siebie:
„Czy ja przy Franku robię coś inaczej niż przy Zosi?”
Magda nie robiła nic inaczej. Ta sama kuchnia, ta sama siedemnasta, ta sama mama. Różnica była tylko jedna, i to Magda ją nazwała:
„Przy Zosi codziennie o piątej leżała na stole kartka. Wiedziałam w środę, że coś jest nie tak. Przy Franku nie wiem nic od września”.
Próbowała już sama. We wrześniu kupiła w markecie gruby zeszyt ćwiczeń: jedna strona dziennie. Franek odrabiał codziennie, bez awantur. Po sześciu tygodniach Magda miała czterdzieści zapisanych stron i dalej nie wiedziała o nim nic.
Bo na takim zeszycie dziecko robi to, co umie, a to, czego nie umie, robi jakoś. Zgaduje, przepisuje z góry strony, zostawia puste miejsce. Zeszyt pokazuje, że dziecko pracowało. Nie pokazuje, czego nie umie.
Jeśli myślisz teraz „dobra, kupię mu jakieś ćwiczenia i będę patrzeć” — Magda zrobiła dokładnie to. Patrzenie to połowa, i to ta łatwiejsza.
Dlaczego nie widać tego z krzesła obok
Do domu nie przychodzi już nic. Został Ci humor dziecka przy kolacji i zdanie „nic nie zadali”. I to zdanie jest prawdziwe. Nie ma tu nikogo, kogo mogłabyś przyłapać.
Świadectwo w klasach 1–3 jest opisowe. Kilka zdań na koniec roku, napisanych tak, żeby nikogo nie zranić. Ja te zdania piszę. Wiem, ile w nich jest miejsca na „nie umie przekroczyć progu dziesiątkowego”.
Ja to widzę, ale w skali klasy. Dwadzieścioro czworo dzieci, 45 minut. Widzę, że piątka się gubi. Której cegły brakuje właśnie Twojemu — tego zza tablicy nie widać.
Praca domowa nigdy nie była o pracy. Była o tym, że raz dziennie widziałaś na papierze, co Twoje dziecko potrafi.
Zabrano pracę. Razem z nią zabrano widok.
Co dałam Magdzie
Nie zeszyt. Plan.
Zeszyt z marketu ma spis treści. Dziecko robi stronę pierwszą, potem drugą, potem trzecią — niezależnie od tego, co dziś było w klasie i czego nie umie. Praca domowa działała odwrotnie: kartka była z tego, co dziś nie wyszło. I dokładnie to odtwarza plan.
- Pierwszy tydzień: karty sprawdzające. Krótkie karty z czytania, liczenia i zadania z treścią, od celowo łatwych do trudniejszych. Tam, gdzie dziecko się zatrzymuje, jest luka. Nie musisz jej nazywać — plan mówi, który dział otworzyć.
- Potem jedna karta dziennie z tego działu. Dziesięć minut rano. Plan mówi, co dziś, co jutro i po czym poznać, że można iść dalej.
- Kiedy w klasie wchodzi nowy temat, wpisujesz go w bibliotece i drukujesz kartę z tego, co dziś sprawiło trudność. To, co kiedyś przychodziło do domu samo.
U Franka wyszło na trzeciej karcie sprawdzającej. Dodawanie do 20: 7 + 2 zrobił, 9 + 1 zrobił, przy 8 + 5 odłożył ołówek. Przekraczanie progu dziesiątkowego — materiał z końca pierwszej klasy, na którym stoi cała druga. Magda nie musiała wiedzieć, jak to się nazywa. Plan przy tej karcie mówił: otwórz dział „dodawanie z przekroczeniem progu”.
Potem było już tylko dziesięć minut rano. Po dwóch tygodniach Magda napisała mi: „Wczoraj pierwszy raz wiedziałam, nad czym on siedzi”.
A w listopadzie Franek powiedział przy kolacji sam z siebie: „Mamo, nie umiem tych z przechodzeniem przez dziesiątkę”.
Ośmiolatek nazwał własną lukę. Na takie zdanie w klasie czekam latami.
Na czerwcowym zebraniu Magda jako jedyna w tej sali powiedziała mi, czego jej dziecko jeszcze nie umie — zanim zdążyłam otworzyć usta. Przestała zgadywać.
Czy u Was jest tak samo?
Dwie minuty przy kolacji. Ten test jest o Tobie, nie o dziecku.
- Zapytaj: „Czego dziś nie umiałeś?” — i policz, jak długo trwa cisza.
- Dokończ zdanie: „Moje dziecko na pewno nie umie…” — konkretnie, jedną umiejętnością.
- Przypomnij sobie, kiedy ostatnio widziałaś na papierze, jak Twoje dziecko rozwiązuje zadanie. Nie jak siedzi nad zeszytem. Jak rozwiązuje.
Dwa z trzech nie znaczy, że dziecko ma problem. Znaczy, że nie wiesz, czy ma. Magda była w tym stanie od września i była przez ten czas spokojna.
W czwartej klasie przychodzą oceny, przedmioty i pięcioro nauczycieli zamiast jednego. Cegłę z drugiej klasy nadrobisz w dwa tygodnie. Zdania „jestem słaby z matmy” nie odkręcisz przez lata.
W styczniu dostaniesz ocenę opisową za pierwsze półrocze. Pani pisze ją z tego, co widzi do tego czasu. Zostało dziewięć tygodni szkoły. Dwa wystarczą.
Plan, który wysyłam tym rodzicom
Plan Magdy to dziś jeden zestaw na każdą klasę: pierwszą, drugą i trzecią. Zaczyna się stroną „Sprawdzam, co już umiem”: kilka zadań, około 15 minut. Zaznaczasz, co było za trudne, a plan na 12 tygodni pokazuje, od którego zeszytu zacząć i przy których zwolnić. Na koniec ten sam sprawdzian, obok pierwszego. Znowu widzisz na papierze, co Twoje dziecko potrafi. Od 59,99 zł za klasę dostajesz to, czego zeszyt z marketu nie ma: kolejność.
Korepetytorka szuka tej samej luki przez trzy pierwsze spotkania po 77 zł za godzinę. 231 zł za samo dowiedzenie się, czego brakuje.
Co piszą rodzice
„Syn poszedł do szkoły słabo przygotowany z czytania i pierwsze miesiące były dla niego ciężkie. Zaczęliśmy pracować z tym zestawem w październiku. Do grudnia zaczął czytać krótkie zdania bez literowania. Nie wiem, ile w tym zasługa szkoły, a ile tych materiałów, ale efekt jest i to się liczy.”
Renata Zielińska · syn, klasa 1 · ✓ zweryfikowany zakup„Pracuję jako pedagog szkolny i wzięłam to dla kilkorga podopiecznych. Materiał jest solidny i logicznie ułożony, to nie są przypadkowe ćwiczenia z marketu. Widać, że zadania mają cel.”
Iwona Grabowska · pedagog szkolny · ✓ zweryfikowany zakupGwarancja satysfakcji. Pracujcie co najmniej dwa tygodnie. Jeśli nadal nie wiesz, czego Twojemu dziecku brakuje, między 14. a 45. dniem od zakupu wyślij przez formularz krótkie uzasadnienie. Oddamy pieniądze tą samą metodą płatności.
To nie jest dla każdego
- szukasz argumentu na zebranie — to nie jest tekst przeciwko szkole
- chcesz, żeby dziecko siedziało nad tym godzinę dziennie — to jest jedna strona dziennie i koniec
- wolisz poczekać do czwartej klasy i zobaczyć, co pokażą oceny — to też jest decyzja
Czy mam zadawać dziecku prace domowe wbrew szkole? Nie. Nikt tego nie sprawdza i nikt tego nie ocenia. To jedna strona dziennie w domu, żebyś Ty wiedziała, na czym stoicie.
Muszę sama znać ten materiał? Nie. Plan mówi, od którego zeszytu zacząć, a ostatnia strona każdego zeszytu jest dla Ciebie: cel, odpowiedzi, najczęstszy błąd i co powiedzieć, kiedy dziecko utknie. Ty drukujesz stronę na dziś i siadasz obok.
A jeśli sprawdzian pokaże, że wszystko jest w porządku? To też jest odpowiedź. Wtedy wpisujesz w wyszukiwarkę zestawu temat z dzisiejszej lekcji i drukujesz ten zeszyt. A Ty przestajesz zgadywać.
PS. Dziś przy kolacji zadaj jedno pytanie: „czego dziś nie umiałeś?”. Jeśli usłyszysz „nic” — to nie znaczy, że wszystko umiał. To znaczy, że nikt tego nie zapisał na kartce, która wróciłaby do Twojego domu.






